Wpisz szukany wyraz lub frazę w celu odnalezienia artykułu na naszej stronie.


I Spotkanie Zamkowe - Rocznik Sulechowski 2026
Pamięć pokoleń – historia rodziny Nadrowskich na kartach pamiętnika Alicji Modlińskiej - cz. III [1]
(Biuletyn Informacyjny Miasta i Gminy Sulechów – marzec 2026, nr 270, s. 12-15)

Wstęp do części trzeciej

Trzecia część historii rodziny Nadrowskich, spisana na kartach pamiętnika Alicji Modlińskiej, przenosi czytelnika w pierwsze powojenne lata – czas odbudowy, niepewności i cichej walki o godność w nowej rzeczywistości. To opowieść o adaptacji w obcym środowisku, dramatycznym poszukiwaniu najbliższych, determinacji w zdobywaniu wykształcenia mimo politycznych barier oraz o budowaniu stabilizacji w realiach PRL. W osobistych zapiskach Pani Alicji widzimy doświadczenie całego pokolenia repatriantów – ludzi, którzy po utracie domu i rozłące z rodziną musieli nauczyć się życia od nowa. Jej wspomnienia pokazują, że historia nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń, lecz przede wszystkim z codziennego trudu, wytrwałości i nadziei, które pozwalały przetrwać najtrudniejsze czasy.


Il. 1 - Pani Alicja Modlińska podczas wizyty Andrzeja Kowalskiego
(fot. Andrzej Roch Kowalski - Sulechów, 29.10.2025 r.)


Adaptacja w nowym środowisku – Krosno koło Mosiny (1945 – 1947)

Po repatriacji rodziny osiedlały się na zachodnich terenach Polski, które do zakończenia wojny w 1945 r. były zamieszkane przez Niemców. Nowi mieszkańcy musieli stawiać czoła niedoborom, chaotycznej administracji i odbudowie zniszczonych gospodarstw. W kraju trwała konsolidacja władzy komunistycznej, a władze lokalne i państwowe wprowadzały regulacje dotyczące przydziału ziemi, planowania gospodarczego i polityki rolnej, które kształtowały codzienną rzeczywistość repatriantów.


W sierpniu 1945 roku rodzinie Alicji Nadrowskiej przydzielono poniemieckie gospodarstwo o powierzchni 28 hektarów we wsi Krosno koło Mosiny (ok. 20 km od Poznania). Było to jedno z większych gospodarstw w okolicy, ale nowe miejsce oznaczało nie tylko konieczność odbudowy życia materialnego, lecz także zderzenie z odmienną mentalnością miejscowej ludności i innymi zwyczajami społecznymi.


Z pamiętnika wyłania się obraz pierwszych miesięcy – sierpień–wrzesień 1945 roku – pełny ciężkiej pracy i drobnych codziennych dramatów: naprawa ogrodzeń, urządzenie stajni, uporządkowanie pól, sadów i ogrodu. Opuszczone domy poniemieckie były częściowo zniszczone, często ograbione, a meble nadawały się jedynie do przeróbki lub wymiany. Alicja notuje w pamiętniku swoje zaskoczenie różnicą między Wołyniem a Wielkopolską – rytm życia w nowej wsi był inny, a ludzie patrzyli na przybyszy ze Wschodu podejrzliwie.


Wbrew trudnościom pojawiały się pierwsze drobne radości. Jesienią 1945 roku rodzina zebrała pierwsze udane plony z pól i sadów, a w pamiętniku Alicja z dumą opisuje swój pierwszy samodzielnie upieczony chleb (wrzesień 1945). Wspólne święta – Boże Narodzenie 1945 – były okazją do budowania nowej wspólnoty i rodzinnego ciepła w obcym otoczeniu. Codzienny rytuał życia – poranne wstawanie, prace polowe, opieka nad zwierzętami, a wieczorem rozmowy przy lampie naftowej – stawał się równocześnie odbudową życia emocjonalnego po trudach wojny i repatriacji.


Alicja w pamiętniku zwraca uwagę, że poczucie bycia „obcą” w nowym miejscu miało trwały wpływ na jej charakter – nauczyło wytrwałości, cierpliwości i zdolności radzenia sobie w trudnych warunkach, cech, które miały jej towarzyszyć przez całe dorosłe życie. Obraz życia w Krośnie koło Mosiny, choć początkowo trudny, pokazuje także powolne tworzenie nowego domu, odbudowę relacji z otoczeniem i pierwsze próby integracji z miejscową społecznością.


Il. 2 – Rzym, 1945 ? - drugi od lewej Szczęsny Nadrowski. (archiwum rodzinne)


Poszukiwanie rodziców i dramatyczna wiadomość (1945 – 1949)

W tym okresie Polska była krajem podzielonym politycznie i społecznie, gdzie powojenna trauma mieszała się z represyjnym charakterem administracji. Rodziny rozdzielone wojną, przesiedleniami i zesłaniami na wschód często przez wiele lat nie mogły się odnaleźć. Biurokracja, brak infrastruktury komunikacyjnej i wciąż niesprecyzowana sytuacja międzynarodowa utrudniały kontakt z bliskimi, a państwo wprowadzało kontrolę nad dokumentacją osobistą i przepływem informacji, co dodatkowo komplikowało próby odnalezienia zaginionych członków rodziny.


Po zakończeniu wojny Alicja znalazła się w sytuacji, która dla młodej dziewczyny była ogromnym ciężarem – brak pewnych informacji o losie rodziców. Codzienność w Krośnie koło Mosiny wypełniały obowiązki w gospodarstwie i nauka, ale każda wolna chwila była przesiąknięta myślami o rodzicach. Pamiętnik oddaje zarówno rytm życia na wsi, jak i emocjonalną pustkę, którą wypełniało niepewne oczekiwanie na wiadomości.


W okresie czerwiec 1945 – grudzień 1946 poszukiwania prowadził Czerwony Krzyż. Odpowiedzi były lakoniczne, niejednoznaczne i często kończyły się stwierdzeniem, że rodzice mogli zginąć w zawierusze wojennej. Każda taka wiadomość była dla Alicji ciosem – jej pamiętnik pełen jest zapisów chwil rozpaczy, samotnych spacerów po polach i lasach, w których starała się odnaleźć poczucie spokoju i wewnętrzną równowagę.


Pamiętnik uwypukla również niebezpieczeństwo, jakie niosła korespondencja z emigracją. W realiach Polski stalinowskiej każdy list z Zachodu był obarczony ryzykiem, a nadawca i odbiorca mogli zostać wciągnięci w podejrzenia o kontakt z „wrogiem państwa”.


Il. 3 – Ciocia Tekla Gilewska, która opiekował się Alicją Modlińską. Mosina 1983 r. (archiwum rodzinne)


Dopiero w lecie 1948 roku, dzięki kontaktom z rodziną w Stanach Zjednoczonych, udało się ustalić prawdziwy bieg wydarzeń. Matka Alicji zmarła w Teheranie 23 kwietnia 1944 roku, a ojciec przeszedł cały szlak bojowy na Wschodzie armii polskiej, pozostając po wojnie na emigracji w Wielkiej Brytanii.


Nauka mimo wszystkiego (1946 – 1949)

Autorka pamiętnika wspomina, jak jej ciocia, mieszkająca w Krośnie, zapisała ją do 7 klasy szkoły podstawowej w Mosinie, niewielkim miasteczku położonym ok. 20 km na południowy zachód od Poznania. Był rok 1946. Po tygodniu nauki nauczyciele, dokonując oceny postępów uczniów, przenieśli Alicję do klasy pierwszej gimnazjum. W tamtym czasie w Polsce funkcjonował system edukacyjny wzorowany na przedwojennym – po ukończeniu gimnazjum uczniowie zdawali tzw. małą maturę, a potem przechodzili do dwóch lat liceum, po którym zdawali maturę[2]. To była dobra decyzja, pozwalająca jej na dalszy rozwój intelektualny.


Życie na wsi, które w pełni zaczęło kształtować Alicję, nie było łatwe. Wujek Witek, który po wojnie udał się na zachód Polski, na teren poniemiecki, w 1947 roku przywiózł dwa rowery, które udało mu się kupić od „szabrowników” – ludzi zajmujących się zbieraniem porzuconych przez Niemców rzeczy. To właśnie te rowery stały się codziennym środkiem transportu Alicji i jej siostry Krysi do szkoły w Mosinie, oddalonej o około 5 km. Wracały do domu około godziny 15, a latem, po obiedzie, czekały na nie obowiązki gospodarskie. Wyprowadzały wtedy krowy na łąkę, gdzie spędzały kilka godzin, ucząc się łaciny, angielskiego i historii. To tam, wśród pasących się zwierząt, kształtowały swoje pasje i wiedzę. Kolacje były spożywane o godzinie 20, a później dziewczęta wracały do nauki, odrabiając lekcje przy lampie naftowej, do 22 lub nawet 23.


W Polsce panował stalinizm, a władze komunistyczne wprowadzały politykę nakładania wysokich podatków na rolników i próby zakładania kołchozów. W Wielkopolsce, w tym w okolicach Mosiny i Krosna, rolnicy opierali się tej polityce. W odpowiedzi władze zdecydowały, że rolnicy nie mogą zatrudniać pracowników spoza rodziny. W tej sytuacji wujek Witek, widząc trudności, postanowił, że dziewczynki muszą przerwać naukę i pomóc w pracy na roli. Ciotka sprzeciwiła się tej decyzji. Rodzina podjęła działania, by zapewnić przetrwanie gospodarstwa, przepisując część ziemi na Skarb Państwa – 12 hektarów z 28 ha. Zostało im 16 hektarów, które pozwalały na kontynuowanie działalności rolnej, choć w trudnych warunkach. Gospodarze zaczęli sobie pomagać. Pani Alicja z siostrą Krysią dalej uczyły się w Poznaniu nie wiedząc, z jakimi decyzjami borykali się bliscy. Dziewczynki przyjeżdżały do domu na sobotę i niedzielę. W rozmowach z ciocią zwierzyła się, że chciałaby być dentystką, albo farmaceutką.


Ciocia wystarała się, żeby Krysia uczyła się w technikum ekonomicznym w Poznaniu. Natomiast z Alicją pojechała do Łodzi, gdzie Alicja zdawała egzamin do technikum dentystycznego. Zatrzymały się w hotelu na czas egzaminu. Alicja zdała egzamin, ale okazało się, że miała za mało punktów, żeby się dostać. Później dowiedziała się, że w tej samej grupie byli przekupieni studenci, którzy powklejali swoje zdjęcia do legitymacji innych uczniów i zdawali za nich egzaminy.


Po tym niepowodzeniu ciocia się nie poddała. Zaczęła szukać dla Alicji innej drogi edukacyjnej i wkrótce znalazła technikum chemiczno-drogistyczne w Poznaniu. Była to szkoła prywatna, którą założyli przedwojenni drogiści [3]. Czesne było dość wysokie, ale ciocia załatwiła, żeby za Alicję płaciło zrzeszenie drogistów. W tej szkole Alicja uczyła się przedmiotów ogólnych, łaciny, angielskiego, a także czterech przedmiotów zawodowych: towaroznawstwa zielarskiego, farbiarskiego, kosmetologii i podstaw księgowości. Nauczyciele byli bardzo dobrze przygotowani. Na przykład chemii uczył ich dr docent Kubiak z Uniwersytetu Poznańskiego. Alicja wspomina, że mieli po dwie godziny chemii dwa razy w tygodniu – jedna godzina wykładu, a druga to czas na pytania. Dzięki temu chemia stała się dla nich prostsza do przyswojenia.


Il. 4 – Od lewej: Szczęsny Nadrowski, córka Grażyna Modlińska, Alicja Modlińska, Tekla Gilewska. Wolverhampton, Anglia 1961 r. (archiwum rodzinne)


Jednak materiał był bardzo trudny, zwłaszcza przedmiot taki jak towaroznawstwo zielarskie, które obejmowało ogromną ilość ziół, kłączy, korzeni, liści, kwiatów i owoców. Każde zioło, korzeń czy kwiat miały nazwę po polsku i po łacinie, skład chemiczny oraz zastosowanie – wszystko trzeba było znać w dwóch językach. Egzamin z tego przedmiotu był maturalny, więc wymagał perfekcyjnego opanowania materiału. Alicja wspomina, że nie raz miała dość i popłakała się przy nauce, bo materiał był trudny do zapamiętania, ale zawsze myślała, że jeśli nie zda, to wróci do pracy w gospodarstwie na wsi, co motywowało ją do dalszej nauki. Mieszkała w internacie, w pokoju, który dzieliła z pięcioma innymi dziewczętami. Warunki były skromne. Wychowawczyni gasiła światło o godzinie 22, więc Alicja miała mało czasu na naukę. Korytarz był szeroki i oświetlony przez całą noc, z wejściami do pokoi po jednej stronie i toaletami po drugiej. Alicja, żeby się uczyć, wychodziła do toalety, zamykała się w niej i tam przygotowywała się do egzaminów aż do północy.


Jedzenie w internacie było bardzo słabe. Ciocia, wiedząc, jak Alicji trudno jest się utrzymać w takich warunkach, przysyłała jej w słoiku smalec ze skwarkami i jajka. W stołówce można było zabrać tyle chleba, ile się chciało, więc Alicja i jej koleżanki dożywiały się głównie chlebem. Pomimo tych trudnych warunków Alicja się nie poddawała. Z determinacją starała się przyswoić jak najwięcej materiału, wiedząc, że to jej jedyna szansa na lepsze życie. Pamiętnik Alicji ukazuje, jak wielką determinację i ambicję, jakie miała w dążeniu do edukacji mimo trudnych warunków życia na wsi i w okresie powojennym. Dzięki wsparciu cioci udało jej się przejść przez liczne trudności związane z nauką i życiem w internacie, co pozwoliło jej kontynuować kształcenie w kierunku zawodowym. Niezależnie od przeciwności Alicja wykazała się wytrwałością i samodyscypliną, które były fundamentem jej przyszłych sukcesów.


Praca, małżeństwo i budowanie stabilizacji (1950 – 1980)

Kraj pozostawał pod silną kontrolą PZPR. Rozpoczynał się etap powolnej odbudowy życia społecznego i gospodarczego, wzrostu znaczenia państwowej opieki nad pracownikami oraz rozwijania nowoczesnych zawodów w miastach. Dla dorosłych Polaków, takich jak Alicja, oznaczało to konieczność budowania stabilności materialnej i rodzinnej w nowych warunkach, jednocześnie mierząc się z ograniczeniami politycznymi, reglamentacją, propagandą i brakiem swobody w wielu sferach życia społecznego i zawodowego. Po ukończeniu technikum Alicja postanowiła kontynuować edukację na farmacji.


W lipcu 1953 roku pozbawiona możliwości kontynuowania edukacji akademickiej na farmacji z powodu „pochodzenia rodzinnego”. W Poznaniu zdała egzamin i została przyjęta na uczelnię. Jednak po pewnym czasie okazało się, że jej przeszłość, związana z rodzicami sybirakami oraz ojcem andersowcem, który mieszkał w Anglii, stała się powodem do jej wykluczenia z listy studentów. Był to okres stalinowski, kiedy wszelkie powiązania z przeszłością wojenną i emigracyjną były traktowane jako zagrożenie dla reżimu komunistycznego.


Ciocia pojechała do Warszawy, do wujostwa Kiełczewskich. Wujek piastował wysokie stanowisko jeszcze przed wojną i miał szerokie znajomości. Umówił się z rektorem medycyny i prosił jego o przywrócenie jej na uczelnię. Opowiedział mu o życiorysie Alicji. Rektor wyraził zgodę i powiedział, że zażąda opinii z uczelni z Poznania. Koniec września ciotka przyjechała do Warszawy z całą wyprawką. Rektor poprosił wujka na rozmowę. Pokazał pismo z uczelni z Poznania, że Alicja jest wrogiem Polski Ludowej i nie mam prawa studiować w całej Polsce.


Pani Alicja zgodnie ze skierowaniem do pracy wystawionym przez technikum, gdzie ukończyła naukę, rozpoczęła pracę w aptece w Mosinie. Było to dla niej nie tylko źródło samodzielności finansowej, lecz także miejsce, w którym rozwijała zainteresowania naukowe i zdobywać kwalifikacje zawodowe. Pamiętnik Alicji szczegółowo opisuje pierwsze dni pracy. Zdobywała wiedzę praktyczną z zakresu farmacji, kontaktu z klientami, koleżankami z zawodu i przełożonymi, a także zmagania z dokumentacją apteczną. Po latach pracy w aptece zdałam egzamin na technika aptecznego.


Ojciec - życie na obczyźnie i decyzja o powrocie do Polski (1948–1968)

W 1948 roku z nadzieją czekała na szybki powrót ojca, który nie wrócił do Polski. Powodem była sytuacja polityczna w kraju, szczególnie w okresie stalinizmu. Szczęsny Nadrowski obawiał się powrotu do Polski, gdzie osoby związane z armią Andersa były traktowane jak wrogowie państwa komunistycznego. Polskie władze skutecznie ścigały osoby, które zdecydowały się na powrót do kraju, a wielu z nich, jak się okazało, trafiało prosto do więzienia.


Tęsknota za rodzicami była ogromna. Ojciec Alicji przez długi czas nie miał kontaktu z rodziną. Po śmierci matki, wszystkie pamiątki i dokumenty matki zostały wysłane przez rodzinę do ojca, który zaczął regularnie wspierać Alicję i jej bliskich, przysyłając paczki. Po wyjściu za mąż w 1953 roku, Pani Alicja ponownie otrzymała pomoc od ojca. Otrzymała m.in. całą wyprawkę ślubną – puchowe kołdry, ręczniki, a także kawę, herbatę i czekoladę, które w Polsce były trudno dostępne. W 1954 roku Alicja przeszła ciężką chorobę, która wymagała intensywnego leczenia i interwencji chirurgicznej. W tym czasie ojciec nadal ją wspierał, przysyłając paczki z lekami, materiałami, a także z pomocą finansową.


Il. 5 – Od lewej: Alicja Modlińska z d. Szczęsna, Tadeusz Modliński. 1953 r. (archiwum rodzinne)


Szczęśny Nadrowski nigdy się nie ożenił, chociaż miał wiele wielbicielek, ale zdecydował się nie zakładać nowej rodziny. Zamiast tego skoncentrował się na pomaganiu jej, wspierając ją finansowo w trudnych chwilach. W 1960 roku, po wielu latach rozłąki, ojciec autorki przyjechał po raz pierwszy do Polski. Przypłynął statkiem do portu w Holandii, a potem pociągiem dotarł do Zbąszynka, gdzie Alicja i jej mąż czekali na niego (za Tadeusza Modlińskiego wyszła za mąż w czerwcu 1955 r., mieli córkę Grażynę. W 1947 r. jej mąż był więziony „politycznie” dwa i pół roku na Rakowieckiej w Warszawie, gdzie był bity i maltretowany). Spotkanie z ojcem było wzruszającym momentem, pełnym emocji. Spędzili razem trzy tygodnie, zwiedzając Polskę, odwiedzając rodzinę w Warszawie i wspólnie spędzając czas. Wkrótce potem ojciec zaczął zapraszać Alicję i jej rodzinę do siebie do Anglii. Pierwsza podróż miała miejsce w 1961 roku. Alicja spędziła trzy miesiące w Anglii, zwiedzając kraj i poznając życie ojca w nowym środowisku. Wspomnienia z tej podróży były dla niej niezapomniane – Anglia była dla niej symbolem bogactwa i dobrobytu w odróżnieniu do Polski. Autorka wspomina w pamiętniku, że przed powrotem ojca do kraju była w Anglii pięć razy.


Ojciec wspierał ją finansowo i materialnie. Z całego serca troszczył się o swoją córkę, okazywał jej miłość i czułość, czego Alicja bardzo potrzebowała, zwłaszcza po stracie matki. Kiedy wrócił na stałe do Polski w 1968 roku, zajął się gospodarstwem, ogrodem i pszczelarstwem. W tym czasie kontynuował wspieranie córki, pomagając jej w codziennym życiu, a także angażując się w życie społeczne, dbając o zdrowie i szczęście rodziny.


Alicja wspomina, że ojciec po powrocie z Anglii i mieszkał z nimi przez 4,5 roku w Międzyrzeczu. W tym czasie ojciec Alicji bardzo się zaprzyjaźnił z młodzieżą, pielęgnował ogród (sprowadził krzaki róż z Poznania – 100 szt., a z Holandii cebulki tulipanów- 150 szt.), w którym posadził drzewa owocowe i kwiaty. Założył pasiekę - 30 uli. Przyjaźnił się z sąsiadami, młodzieżą, a raz tłumaczył angielską książkę geograficzną nauczycielowi ze szkoły, w której uczyła się wnuczka Grażyna. Zmarł 1972 r.


Nowy rozdział życia- dalsze losy i wyzwania (1986–2021)

Początkowo Alicja Modlińska po ślubie mieszkała z mężem w Ośnie Lubuskiem (1953 r.), gdzie on pracował. Po dwóch latach na jej prośbę przeprowadzili się do Międzyrzecza. W 1974 r. zlikwidowano Przedsiębiorstwo Budowlane Lasów Państwowych, gdzie jej mąż był dyrektorem i przeniesiono ich do Sulechowa. W Międzyrzeczu został wówczas przy nadleśnictwie tylko dział budowlany. Przez dwa lata, w latach osiemdziesiątych, jeździłam do Zielonej Góry na wykłady i ćwiczenia w laboratorium. Potem zdałam egzamin na technik farmaceutyczną.


30 lipca 1986 roku po śmierci męża Tadeusza Modlińskiego A. Modlińska nie zaprzestała aktywności zawodowej ani społecznej. Kontynuowała pracę w aptece aż do 2007 roku, zachowując niezależność finansową i samodzielność. Jednocześnie angażowała się w życie rodzinne i społeczności lokalnej. W tym okresie troszczyła się o córkę Grażynę Modlińską, wspierając ją przy remoncie mieszkania we Wrocławiu – planując zakupy, organizując transport mebli i urządzeń w czasach ograniczonego dostępu do towarów, wykorzystując doświadczenie organizacyjne zdobyte przez dekady życia.


W życiu osobistym pojawiła się również nowa osoba - Henryk Szewczyk. Ich związek w dojrzałym wieku przebiegał harmonijnie, jednak śmierć Henryka w 2000 roku po udarze była kolejnym ciężkim doświadczeniem i zmusiła Alicję do ponownego radzenia sobie z codziennością i samotnością. Wbrew trudnościom Alicja utrzymywała aktywny styl życia. Regularnie uczestniczyła w rehabilitacjach i wyjazdach sanatoryjnych, do Ustronia Morskiego, czy Lądka-Zdroju. Ponadto rozwijała kontakty społeczne zarówno wśród znajomych z czasów PRL, jak i młodszych pokoleń. Szczególne miejsce w jej życiu zajęła młodsza imienniczka, którą autorka określała jako „przybraną wnuczkę”, budując z nią bliską więź międzypokoleniową.


W 2007 roku, po przejściu na emeryturę, Alicja poświęciła się pisaniu pamiętnika, dokumentując swoje doświadczenia wojenne, repatriacyjne, edukacyjne, zawodowe i osobiste. Pamiętnik stanowił dla niej nie tylko formę refleksji nad własnym życiem, ale również cenne źródło historyczne, ukazujące codzienność w powojennej Polsce, presję polityczną, strategie przetrwania i relacje międzyludzkie. W ostatnich latach życia Alicja utrzymywała aktywność społeczną, pielęgnowała kontakty z przyjaciółmi, uczestniczyła w spotkaniach lokalnych społeczności oraz kontynuowała rehabilitacje. W 2021 roku, mając 89 lat, zakończyła główną część pamiętnika, pozostawiając unikalne świadectwo odwagi, wytrwałości i hartu ducha. Jej historia odzwierciedla los całego pokolenia Polaków – dzieci wojny, Sybiraków, repatriantów oraz młodych kobiet, które musiały łączyć życie prywatne, pracę i codzienną samodzielność w trudnych realiach XX wieku.


Podsumowując, okres 1986–2021 to czas dojrzałości, wdowieństwa i aktywności społecznej Alicji. Jej życie pokazuje, że mimo strat osobistych, wyzwań zdrowotnych i politycznych ograniczeń możliwe było zachowanie niezależności, budowanie relacji międzypokoleniowych i pozostawienie świadectwa pokolenia, które przetrwało dramatyczne wydarzenia XX wieku, zachowując godność, odpowiedzialność i zdolność do miłości.


Zakończenie i podziękowania

Pamiętnik Alicji Modlińskiej to wyjątkowe świadectwo życia jednostki w powojennej Polsce. Łączy losy osobiste z doświadczeniami całego pokolenia – repatriantów, dzieci wojny, Sybiraków i młodych kobiet dorastających w PRL. Opisuje codzienne życie, edukację, pracę zawodową, rodzinę i więzi społeczne. Pokazując, że nawet w obliczu przesiedleń, represji i trudności materialnych można zachować godność, wytrwałość i siłę wewnętrzną. Życie Alicji jest przykładem cichego heroizmu codzienności. Nawet po dramatycznych stratach – śmierci matki, męża czy partnera – wykazywała determinację i odpowiedzialność. Jej wspomnienia, spisane w 2021 roku, są nie tylko świadectwem jednostki, lecz także dokumentem historycznym, pozwalającym poznać codzienne życie w kontekście wielkich wydarzeń historycznych.


Sulechowskie Towarzystwo Historyczne (STH) dziękuje Pani Alicji Modlińskiej za udostępnienie pamiętnika i zaufanie. Historia Alicji jest inspiracją dla kolejnych pokoleń, pokazując, że doświadczenia osobiste mogą stać się cennym źródłem wiedzy historycznej. STH zachęca mieszkańców Sulechowa i okolic do udostępniania rodzinnych pamiętników, kronik i zapisków. Materiały te pozwalają odtworzyć codzienne życie, ważne wydarzenia i działalność społeczną, a otrzymane dokumenty będą wykorzystywane do publikacji, wystaw i prezentacji z poszanowaniem prywatności i praw autorskich.



Marek Maćkowiak, prezes STH
Andrzej Kowalski, przewodniczący Komisji Rewizyjnej STH

Opracowano na podst.

[1] – Pamiętniki Alicji Modlińskiej, zeszyt 1 i 2, lata 2019-2020,
[2] - Przedwojenny (i przejściowo powojenny) system oświatowy obejmował szkołę powszechną – 7 lat, gimnazjum – 4 lata, po ukończeniu której zdawano tzw. „małą maturę” oraz liceum – 2 lata, które kończyło się egzaminem dojrzałości, czyli maturą. Ten model funkcjonował w latach 1945–1948, zanim reforma komunistyczna wprowadziła system 7+4 (7 lat szkoły podstawowej + 4-letnie liceum bez gimnazjum),
[3] - Drogista – specjalista zajmujący się produkcją i handlem środkami drogeryjno-chemicznymi (m.in. kosmetykami, wyrobami zielarskimi, wybranymi środkami farmaceutycznymi, materiałami higienicznymi i artykułami chemii gospodarczej); w dzisiejszym rozumieniu obejmuje m.in. sprzedawców w drogeriach, dystrybutorów i przedstawicieli branży chemicznej. Zawód wywodzący się ze średniowiecznych handlarzy ziołami i surowcami leczniczymi, rozwinięty szczególnie w XIX wieku wraz z rozwojem przemysłu chemicznego.




Powrót - Prasa | Aktualności